środa, 19 kwietnia 2017

Ja i mój tętniak mózgu.

Dlaczego zdecydowałam się na napisanie tego posta? W sumie z trzech powodów. Po pierwsze chcę, żebyście wiedziały co się działo gdy mnie nie było. Po drugie chcę zwrócić Waszą uwagę na kilka banalnych objawów, które powinny wygonić Was do lekarza. Po trzecie, doceńcie własne życie i cieszcie się każdą sekundą.








Choroba nie wybiera. Styl życia jaki obecnie panuje nie pomaga. Pośpiech, stres, wyścig z czasem... Tu nie ma miejsca na wsłuchiwanie się w swój organizm. Czasem obserwując ludzi mam wrażenie, że są to tak bardzo abstrakcyjne pojęcia, że bliżej mi do uwierzenia w jednorożce niż w to, że w obecnym pędzie można sobie pozwolić na komfort zdrowego życia.  Zbyt często schemat jest taki jak u mnie. Badania wtedy, gdy już naprawdę jest źle. Badania profilaktyczne? Z ręką na sercu, same przed sobą przyznajcie się czy je robicie.



Nie wiem kiedy to się zaczęło. Nikt nie jest w stanie określić kiedy tętniak pojawia się w mózgu. Teoretycznie narażeni są ludzie po 40stce - ja mam 27 lat. Zagrożeniem jest wysokie ciśnienie - ja mam okrutnie niskie. Niskie do tego stopnia, że w szpitalu chcieli mnie reanimować mimo, że dobrze się czułam. Miażdżyca? Nie mam. Jedyne czym zgrzeszyłam to papierosy. Być może zachorowałam z własnej głupoty. To dobija jeszcze bardziej. Jeśli traktujesz papierosy jak ja do tej pory, jako drobne przyjemności dnia codziennego - przestań. Nie doprowadzaj się do tak skrajnej sytuacji w jakiej ja się znalazłam.



Czy były jakieś objawy? Pewne bardzo dużo, jednak zwróciłam na nie uwagę dopiero wtedy, gdy moi lokatorzy urośli na tyle, że naciskali mi na nerwy w okolicy oczu. Powieki zaczynały w niekontrolowany sposób drgać. Jeszcze wtedy do głowy mi nie przyszło, że to może być coś w głowie. Co najwyżej brałam pod uwagę złe odżywianie. Zrobiłam badania krwi - wyniki były w normie. I co? Jak większość ludzi, wszystko zwaliłam na stres. A, że ostatni rok zafundował mi go naprawdę dużo, to wymówkę miałam idealną. I głupią.



Szczęście w nieszczęściu było takie, że mam chory kręgosłup. Gdy moja szyja kolejny raz odmówiła mi posłuszeństwa trafiłam do naprawdę dobrego specjalisty. On wiedział, że to nie kręgosłup jest w tej chwili priorytetem. Ten lekarz nie powiedział mi nic, poprosił tylko, żebym przed następną wizytą u niego poszła do neurochirurga i zrobiła rezonans.



Nigdy nie czułam się tak, jak w tych kilka sekund podczas czytania opisu badania. Świat mi się dosłownie zawalił. Widziałam tylko mojego synka i męża. I uwierzcie mi - pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam dalej zrobić."Dwie zmiany o charakterze tętniaków w tętnicy szyjnej" i zalecenia innych badań na cito. Pustka w mózgu, brak pomysłu co dalej, miałam ochotę płakać jak dziecko ale bałam się, że nad sobą nie zapanuję. Zabrałam tylko swoje rzeczy i pojechałam do męża do pracy. Zawsze wiedziałam, że kocham go ponad wszystko, ale to wtedy poczułam, jak bardzo jest mi potrzebny i jak bardzo słaba bez niego jestem. Nawet nie pamiętam do końca tych pierwszych dni po diagnozie. Wiem, że na kolejne badania szybko pojechała ze mną siostra, ciągle ktoś mnie pilnował i wspierał, a ja jak kukła starałam się nie wybuchać płaczem, ze strachu przed tym, że nie dam sobie sama ze sobą rady.





Zbyt dobrze wiedziałam czym jest tętniak, za dobrze wiedziałam, co może zrobić z człowiekiem... To był ten moment, w którym nie potrafiłam przestać się bać. Przeżyłam najgorsze dwa dni w swoim życiu, płakałam bez przerwy, a najbardziej wtedy gdy widziałam swojego synka. Nie umiem nawet opisać co czuje matka, która ma świadomość, że dosłownie w każdej sekundzie może zostać rośliną albo umrzeć.



Tętniaki zamyka się na dwa sposoby. Można zrobić operację albo wejść do głowy przez tętnicę w pachwinie. W moim przypadku zrobiono dwie embolizacje, one są, ale zostały zabezpieczone przed pęknięciem. Żyjemy sobie razem i chwilowo poza pewnymi napadami bólu głowy czuję się tak, jakby ich nie było. Liczę na to, że każda kontrola będzie pozytywna, że z roku na rok odcięte od jedzenia będą malały, aż któregoś dnia dowiem się, że już ich nie ma.



Mimo to, moje życie zmieniło się bardzo mocno. Chyba zrobiłam się mniejszą materialistką. Na nowo doceniłam ludzi których kocham i zaczęłam mówić o tym co czuję. Może nie do końca, ale czas mojej choroby był momentem, w którym głośno powiedziałam, że czegoś się boję. Dla kogoś takiego jak ja, kto o negatywnych emocjach po prostu nie mówi i trzyma je w sobie dopóki nie odpuszczą, to jest naprawdę coś.



Ja miałam szczęście. Wspierała mnie rodzina, nie była momentu, w którym mogłabym poczuć się samotna. Jest niestety masa ludzi, która o chorobie dowiaduje się zbyt późno. Widziałam ich na oddziale neurochirurgi. Widziałam, co choroba może zrobić z młodymi osobami, które powinny być pełne życia. Widziałam starszych ludzi zostawionych przez rodziny. I na nowo doceniłam swoje życie, które mogłam stracić. Teraz dziękuję losowi, za to, że dostałam drugą szansę. Mam nadzieję, że mi jej nie odbierze.



Tym wszystkim co tutaj napisałam, chcę Was prosić, żebyście nigdy nie przeoczyły czegoś, co może być sygnałem choroby. To trudne, ale trzeba się w siebie wsłuchiwać. I nawet gdy jakiś lekarz mówi, że wszystko jest ok, konsultujcie to z kimś innym. Miałam pecha, pierwszy neurolog na którego trafiłam uznał, że nic mi nie jest i pewnie po prostu chcę zwolnienie lekarskie. Gdybym mu wtedy uwierzyła, być może dziś nie napisałabym już tego postu.





Życie jest kruche, choroba je mocno przewartościowuje.

Brak komentarzy :

Copyright © 2014 Kosmetyczka Pełna Cudów

Distributed By Blogger Templates | Designed By Darmowe dodatki na blogi